top of page
Tanzania post

Neapol - mekka miłośników pizzy

Zaktualizowano: 10 kwi 2023


Naszą włoską fiestę zapoczątkował serial produkcji Netflixa - Chef's table, gdzie o pizzy mówi się dużo i dobrze. Jeden z odcinków opowiada historię wielkiego artysty - Franco Pepe, który to od najmłodszych lat zanurzał swe dłonie w cieście do pizzy. Miłość ta długo kiełkowała po to, aby kilkadziesiąt lat później obdarzyć nas chwilą rozkoszy w słynnej restauracji - Pepe in Grani.



Miejscem narodzin rozsławionej na całym świecie pizzy jest Neapol, miasto położone na zachodnim wybrzeżu Italii, trochę poniżej Rzymu. Zwana daniem ubogich króluje dziś na talerzach turystów zjeżdżających do Włoch. Pizza neapolitańska pojawia się na stronach historii już w XVIII wieku i uznawana jest za pierwszą prawdziwą pizzę. Jej niesamowity smak szybko sprowadził ją na pałace i zachwycił królową Neapolu, Marię Karolinę Austriacką. Danie tak świetne, że rządziło w królewskim menu przez wiele lat. W roku 1889 rodzi się historia współczesnej Margherity - słynny neapolitański pizzaiolo Raffaele Esposito przygotowuje pizzę dla królewskiej pary wypoczywającej w Neapolu - króla Umberto I i królowej Małgorzaty Sabaudzkiej, inaczej - Margherita di Savoia. Esposito zadedykował królowej pizzę, której składniki przywodziły na myśl narodowe barwy Włoch - mozzarellę, pomidory i bazylię. Tak oto powstaje najsłynniejsza a tym samym narodowa pizza Italii. Margherita. Czy tylko ja już czuję jej zapach?



PRAWO ULICY

Samolot unosi się nieznacznie nad zatłoczonymi ulicami Neapolu. Niezapomniane wrażenie lądowania w centrum miasta na długo pozostanie w moim zlęknionym sercu. Znane lub mniej znane nam przepisy ruchu drogowego tutaj zwyczajnie nie istnieją. Wypożyczyliśmy samochód w wypożyczalni znajdującej się ok 5 km od naszego noclegu w centrum miasta. Odważnie czy może nierozważnie wkraczamy do dżungli, w której zasady nie istnieją, a przetrwają tylko najspokojniejsi. Osobiście psychicznie mogłabym nie wytrzymać tempa jazdy czy raczej akcji jaka toczy się na ulicach Neapolu. Klakson poprzedza klakson, wymowne gesty kolejnych kierowców, kierunkowskazy, które tu nie istnieją i slalom "skuterowców" pomiędzy ludźmi i samochodami przyspieszają bicie mojego serca. Spoglądam na kamienną lecz rozluźnioną twarz Kuby. "Jak on to robi", zastanawiam się. Obserwując co dzieje się na ulicy człowiek ma ochotę wysiąść z samochodu i popędzić do celu na piechotę (choć i to może okazać się zagrażające naszemu życiu). Oczywiście, mogę nieco wyolbrzymiać jednak prawdą jest, że to co wyprawia się na ulicach Neapolu to istne szaleństwo. Nic też dziwnego, że tylko nieliczni decydują się wziąć w nim udział.



Kuba przewraca się właśnie na drugi bok podczas, gdy my z Karolą docieramy do kawiarni. Siadamy na zewnątrz przy nieco niestabilnym stoliku. Moje espresso doppio i Karoli cappuccino lądują przed nami. Ostatnie sekundy dzielą nas od przebudzenia. Biorę niewielki łyk krzywiąc się nieco. Życie wraca do mnie z podwojoną siłą! Dziś w planach mamy kolację w słynnej restauracji Franco Pepe. Pora ruszać w drogę - nasz kierowca powinien być już wyspany!



MIASTO POWSTAŁE Z POPIOŁÓW

POMPEJE

Minąwszy majestatycznego Wezuwiusza parkujemy u bram wielkiego wykopaliska archeologicznego - Pompejów. Miasto, które już kilkuset lat przed Chrystusem było jednym z największych i najbardziej rozwiniętych miast Półwyspu Apenińskiego. Niestety dwukrotnie doznało klęski w walce z naturą. W 62 roku miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, które w 60% zniszczyło zabudowę. Następnie jest tylko gorzej. Kilka lat później, w 79 roku z oddalonego o kilka kilometrów wzniesienia - wulkanu Wezuwiusza - wydobywa się słup ognia, następnie mieszkańcy mogą zaobserwować gęstą, czarną chmurę, która przez kilka dni przysłania słońce. Z nieba spada morderczy deszcz rozżarzonych kamieni, które zabijają mieszkańców Pompejów i niszczą budynki. Miasto znika pod kilkumetrową warstwą popiołu i żużlu, które konserwują budynki i historię miasta na wieki. Prace odkrywkowe rozpoczęły się dopiero w 1748 roku i trwają po dziś dzień.



Przekraczając próg Pompejów czuję, że to miejsce ma w sobie duszę. Każdy z domów skrywał kiedyś tajemnice niejednej rodziny, a każdą drogą przechadzał się jej członek. Numery domów wyryte na ścianach budynków, malowidła, które ocalały na ich ścianach pozwalają na puszczenie nieco wodzy fantazji i wyobrażenie jak ówcześni ludzie tutaj mieszkali i funkcjonowali. Jest to miejsce pełne historii i dusz pogrzebanych pod popiołem Wezuwiusza. Na terenie Pompejów jedna z posiadłości zachowała się całkiem przyzwoicie. Możemy w niej obserwować naścienne freski oraz odlewy mieszkańców miasta. Wszystko jest tak realne, że aż martwiące.



W Pompejach spędziliśmy ok 4 godziny, niespiesznie spacerując alejkami odkrytego miasta. Jako, że Wezuwiusz wciąż spoglądał na nas znacząco postanowiliśmy wjechać na niego drogą prowadzącą pod szczyt. Niestety wjazd na wulkan nie może być tak spontanicznym przedsięwzięciem. Okazuje się bowiem, że na wjazd, na spacerowanie i na przejazd z parkingu znajdującego się poniżej szczytu wymagane są poszczególne opłaty i rezerwacje. Wjechaliśmy więc tylko na najwyższy możliwy punkt, z którego rozpościerał się wspaniały widok na zachodzące słońce. Towarzyszył nam chłopak z Argentyny, którego kanapka sprawiła, że każdemu z nas ślinianki zaczęły intensywniej pracować. Dzień wcześniej miał miejsce mecz Polska - Argentyna. Ku wielkiemu zaskoczeniu, nasza drużyna przegrała. Cóż przynajmniej mieliśmy powód do rozmowy. W pewnej chwili pożegnaliśmy się. Obserwowaliśmy czy kieruje się on do jakiegoś samochodu (żadnego oprócz naszego w okolicy nie widzieliśmy). Nie byliśmy więc zaskoczeni, gdy wracając zobaczyliśmy go dziarsko maszerującego w dół. Zaproponowaliśmy mu podwózkę. Po krótkiej pogawędce wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepszej niż w Neapolu pizzy nigdzie nie zjemy!



PEPE IN GRANI

Przejdźmy do sedna naszego postu, a więc do pizzy. Wizyta w restauracji Pepe in Grani była naszym wielkim marzeniem, nigdy nie miałam okazji odwiedzić restauracji słynącej z czegoś szczególnego. Tak więc sam pobyt tam był czymś niezwykłym. Rezerwacji stolika dokonaliśmy z tygodniowym wyprzedzeniem, zaledwie kilka stolików było wolnych w naszym terminie. Kolacja o 23.00 nie brzmi najlepiej, dlatego też, gdy poproszono nas o potwierdzenie rezerwacji napisaliśmy z prośbą o przesunięcie jej na wcześniejszą godzinę. Jakie było nasze zaskoczenie gdy rezerwacja została przesunięta na 19:00. W niewielkiej miejscowości Caiazzo położonej o ok godzinę drogi od Neapolu znajduje się najlepsza pizzeria na świecie. Przyznaję, że trochę tęsknie spoglądaliśmy na urocze uliczki i spokój tam panujący. Neapol tego z całą pewnością nie posiada. Restauracja otwiera się o 18:30 jesteśmy więc jednymi z pierwszych klientów. Bez żadnych przeszkód lądujemy przy naszym stoliku. Miejsce ma klimat, na ścianie wyświetlana jest "kuchnia na żywo", możemy obserwować jak przygotowywane są nasze dania przez prawdziwych pizza-mistrzów.



Zaczynamy od przystawek - CIRO - smażonej pizzy z Grana Padano, pesto z rukoli i suszonymi, sproszkowanymi oliwkami. Oraz przystawki numer dwa - CROCCHE' DI PATATE - niewielkich, aksamitnych w smaku krokietów ziemniaczanych z dodatkiem salami, soli i pieprzu. Smakując ich zdaje się, że delikatna chmurka ląduje w Twoich ustach.


CIRO

CROCCHE' DI PATATE


Następnie czas na danie główne - zamówiliśmy dwie pizze. Jedna z nich gorąco reklamowana w programie - MARGHERITA SBAGLIATA - niekonwencjonalna Margherita z serem na spodzie i sosem u góry, oraz druga - nieco mniej "zasłyszana" - SCARPETTA - oh, co to była za pizza! To właśnie dla niej trzeba tu przyjechać. Połączenie smaków, ich wywarzenie zwyczajnie eksploduje w Twoich ustach. Buffalo, pasta z pomidorów, Grana Padano x2, liofilizowana bazylia gwarantują przebudzenie kubków smakowych.


MARGHERITA SBAGLIATA

SCARPETTA


Zwieńczeniem kolacji musi być oczywiście deser - zdecydowaliśmy się na spróbowanie dwóch pozycji z menu - LA CRISOMMOLA DEL VESUVIO - smażonej pizzy z kremem z ricotty oraz morelami z Wezuwiusza, a także STRACCETTI MIELE E ROSMARINO - à la pączusie, choć pewnie mikro smażone ciasto na pizzę, obtoczone w miodzie, cynamonie, wanilii, oprószone skórką pomarańczy i rozmarynem podane z aksamitnym kremem ricotta z cudownie magicznym dodatkiem. Połączenie to doprowadziło mnie do niebiańskiego stanu uniesienia.


LA CRISOMMOLA DEL VESUVIO

STRACCETTI MIELE E ROSMARINO


Uczta na jaką sobie pozwoliliśmy na długo pozostanie w naszych sercach, czy raczej sercach naszych podniebień i żołądków. Czy po wizycie w Neapolu nadal będziemy w stanie zjeść przysłowiowego kotleta?

Komentarze


wild man team

MARTA I KUBA

właściciele i założyciele biura podróżyWild Man Travel

Nasza wspólna podróż zaczęła się już w przedszkolu, ale to dzikie bezdroża świata stały się miejscem, gdzie naprawdę połączyliśmy siły jako założyciele Wild Man Travel. Jesteśmy duetem, który sportową dyscyplinę – Kuby jako reprezentanta Polski w kolarstwie na orientację i Marty jako pasjonatki pływania – przekuł w sposób na życie bez kompromisów. Nazwa naszego biura to deklaracja: kochamy miejsca, w których natura dyktuje warunki, a my możemy się z nią mierzyć na rowerach górskich, w kajakach na rwących rzekach czy na biegówkach w surowym krajobrazie. Przez niemal dwa lata nasz kamper był domem na krańcach Ameryki Północnej – od mroźnej, zimowej Kanady, przez niedostępną Alaskę, aż po najdziksze zakątki USA, gdzie szukaliśmy wyzwań z dala od turystycznych szlaków. Dziś tą autentyczną pasją do wolności i aktywności dzielimy się z Wami, prowadząc wyprawy do naszych ulubionych miejsc na mapie: od Australii i Nowej Zelandii, przez Kanadę i Grenlandię, aż po Madagaskar, udowadniając, że najpiękniejsze przygody zaczynają się tam, gdzie kończy się zasięg telefonu.

Greenlandia-230627-52 (2).jpg
Greenlandia-230628-87 (1).jpg

BARTEK

Wild Man Team

Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, wymieniłbym dwie rzeczy. Pierwszą są oczywiście podróże, zwłaszcza te w dzikie, przyrodnicze rejony. Pomimo młodego wieku, udało mi się już odwiedzić 37 krajów na 6 kontynentach. Gdy ktoś mnie pyta, która z destynacji zapadła mi w pamięć najbardziej, bez wahania odpowiadam - Grenlandia. To właśnie w takie rejony ciągnie mnie najbardziej. Drugą rzeczą, którą bardzo cenię i doskonale uzupełnia ona moje zamiłowanie do podróżowania, jest wszelka aktywność fizyczna. Żaden sport nie jest mi straszny. dlatego zawsze staram się urozmaicać wyjazdy takimi aktywnościami, jak disc golf, bieganie czy wspinaczka. Jestem osobą skrajnie ekstrawertyczną, zawsze staram się zarazić innych swoją pasją. Integracja grupy jest dla mnie priorytetem. Dodam  również, że uwielbiam długie rozmowy na wszelkie interesujące tematy czy długie wieczory z planszówkami i dobrą muzyką. Jestem leśnikiem dlatego kocham przyrodę i lubię o niej opowiadać. Taki to opis mnie, zakręconego młodego człowieka, który chce po prostu czerpać z świata i życia jak najwięcej.

JAREK

Wild Man Team

Moja miłość do podróżowania zrodziła się już we wczesnym dzieciństwie za sprawą książek Juliusza Verne'a. I choć pierwszą podróż odbyłem w wieku 16 lat na Węgry, to od tamtej pory apetyt na poznawanie świata tylko rośnie. Moje ulubione kierunki, to te, w których mnie jeszcze nie było. Natomiast, z tych, które odwiedziłem, to największe wrażenie zrobiła na mnie Islandia. I robi to za każdym razem, uwielbiam tam wracać, chociaż, jestem również wielkim fanem kierunków południowych. Skwar słońca na karku, szum wiatru i dobry trekking… to są te proste przyjemności, które malują uśmiech na mojej gębie. Lubie także grillować, więc jeżeli na wyprawie znajdzie się jakiś grill, to jest to pewne jak w banku, że zrobimy z niego użytek.

A co do mnie, to w wolnym czasie, najczęściej planuje nowe podróże. A jak nie, to gram w tenisa, albo na gitarze, albo na perkusji, albo idę na scianke, albo pobiegać, a jak się zmęczę to lubie poczytać dobrą książkę, kolejność zupełnie przypadkowa.

Zdjęcie WhatsApp 2024-12-06 o 22.17.45_87eb3f14.jpg
Zdjęcie WhatsApp 2024-11-29 o 21_edited.jpg

PRZEMO

Wild Man Team

Lat 38 (stan na 2024 rok), na co dzień informatyk, z zamiłowania włóczęga. Trochę jak igłę w kompasie najbardziej ciągnie mnie na północ, z której szczególnie upodobałem sobie Islandię, gdzie mam szczęście od roku prowadzić wyjazdy, a na temat której nie chcę się tu za bardzo rozpisywać (chętnych do dowiedzenia się, skąd ta fascynacja, zapraszam na jeden z wyjazdów).

Pomijając podróżowanie, lubię wspinaczkę – zarówno w skałach, jak i na sztucznych ścianach – oraz szeroko pojętą fantastykę (literaturę, gry planszowe, karciane i komputerowe). Dodatkowo czasem sprawdzam się w kuchni, co przydaje się na wyjazdach.

Jako ciekawostkę dodam, że do tej pory nie trafiła mi się zła pogoda podczas wyjazdów* – nie wiem, czy to przypadek, czy specjalna zdolność, której działania jeszcze nie zgłębiłem, ale mam nadzieję, że tak pozostanie.

*Uwaga zostanie zdjęta po pierwszym wyjeździe, na którym pogoda mi nie dopisze.

PAULA

Wild Man Team

Już od wczesnych lat dzieciństwa wyjazdy z rodzicami i znajomymi były dla mnie nowym doświadczeniem. 
Zamiłowanie do sportu i aktywnego trybu życia sprawia, że zarażenie innych entuzjazmem do odkrywania nowych miejsc staje się łatwiejsze. 

Codzienna jazda autem w pracy i częste zagraniczne podróże sprawiły, że obawy podczas poznawania nowych tras i miejsc zniknęły. 
Ciekawość świata oraz chęć poznawania innych kultur sprawiają, że każda wycieczka staje się dla uczestników nie tylko turystycznym doświadczeniem, ale i lekcją o różnorodności świata. 
Dzięki pozytywnemu podejściu i energii każda wycieczka staje się nie tylko wypoczynkiem, ale i przygodą, która zostaje w pamięci na długo.
Podróże to nie tylko zwiedzanie, ale także zanurzenie się w kulturze przez kuchnię.
Podróże pozwalają mi na oderwanie się od codziennej rzeczywistości i zgromadzenie nowej energii.

Kanada220821-119.jpg
Radosław Jaroszek.jpg

RADEK

Wild Man Team

Specjalista od przygody z dawką emocji. Amator gór, przyrody i sportów ekstremalnych takich jak wspinaczka skałkowa i górska, narciarstwo wysokogórskie, paralotniarstwo, kolarstwo górskie. Motocyklista ADV. Organizator wielu sportowych przedsięwzięć, wśród których znajdziemy między innymi zimowy zjazd na nartach z Kazbeka (5054m n.p.m.), wielodniowy trekking rowerowy (częściowo pieszy z rowerami na plecach) przez góry Gruzińskiego Kaukazu łącznie ze zjazdem z przełęczy Atsunta (3510m n.p.m.), off-roadowa wyprawa motocyklowa przez góry Albanii oraz liczne wyjazdy skiturowe w góry Gruzji, Rumunii i Norwegii. W terenie towarzyszy mu zazwyczaj jego kolejna pasja jaką jest fotografia sportowa.

Na wyjazdach zawsze znajdzie coś, czego nie znajdują przeciętni turyści, wejdzie gdzieś, gdzie owi turyści nie docierają. Przyjaciel wiejskiej lokalnej społeczności.

Przy okazji konstruktor lotniczy, automatyk i złota rączka więc nie ma niczego, czego by nie naprawił.

MACIEK

Wild Man Team

Na co dzień pracuję w świecie finansów, ale moje serce bije w rytmie kolejnych podróży. Wierzę, że pieniądze wydane na podróże to jedyna rzecz, która czyni nas bogatszymi, dlatego każdą wolną chwilę spędzam na odkrywaniu nowych horyzontów. 
   Podążam za słońcem: To ono daje mi życie i optymizm, dlatego na stałe osiadłem w Lizbonie. Jeśli wyjazd, to tam, gdzie termometr nie zawodzi. 
   Mecze piłkarskie to moja religia: Stadion to dla mnie świątynia emocji. Uwielbiam zwiedzać areny całego świata, bo w żadnym innym miejscu nie poczujesz takiej jedności.
   Kolekcjonuję wspomnienia, nie rzeczy: Każda wyprawa to nowa lekcja pokory i otwartości. Próbuję nowych smaków, poznaję lokalne zwyczaje i sprawdzam swoje granice.
   Mówią, że podróżowanie to jedyna pasja, która nie zna granic, a świat jest książką, której ci, co nie podróżują, czytają tylko jedną stronę. Ja zamierzam przeczytać ją całą.

WhatsApp Image 2026-05-06 at 14.57_edited.jpg
Islandia-240102-81.jpg

PIOTR

Wild Man Team

W lesie spędzam życie zawodowe, ale to te prywatne ucieczki na surową Północ pozwalają mi naprawdę odetchnąć, więc kiedy tylko mogę, pakuję plecak i ruszam tam, gdzie jedynym zasięgiem jest ten wzrokowy, sięgający po horyzont jezior.
 

Nie potrzebuję luksusów – wystarczy mi solidne wędzisko, kawałek czystego brzegu do rozbicia obozowiska i cisza, którą przerywa tylko trzask ognia pod wieczorną kolacją.
Podczas moich wypraw nie gonię za ekstremalnymi wyczynami, po prostu lubię ten specyficzny, chłodny klimat i prostotę życia w drodze, gdzie rytm dnia wyznacza słońce, a największą zagadką jest to, co czai się za kolejnym wzgórzem.

 

Prowadząc Was w dzicz, chcę Wam pokazać właśnie ten mój świat: spokojny, autentyczny i pełen drobnych satysfakcji, jakie daje samodzielne rozpalenie ogniska czy znalezienie idealnego miejsca na nocleg pod gołym niebem.

Kanada220821-94 (1)_edited.jpg

o nas

WILD MAN TRAVEL TO BIURO STWORZONE
Z PASJI DO PODRÓŻOWANIA

Nasze biuro podróży powstało z miłości do podróżowania i pragnienia zarażania nią innych. W roku 2020 miała miejsce pierwsza wyprawa do Nowej Zelandii. Od tego czasu dążymy do otwarcia kierunków, które nas zachwyciły i pokazania Wam świata naszymi oczami, czyli aktywnie i intensywnie. 

CO NAS WYRÓŻNIA?

  • niska cena - większością zajmujemy się osobiście (strona, eksploracja kierunków, marketing, kontakt z klientem, rezerwacje, zakup biletów itp.), co zmniejsza koszty utrzymania biura podróży, a tym samym ceny wypraw.

  • kameralne grupy - przyjacielska atmosfera.

  • oryginalne plany wypraw - osobiście eksplorujemy każdy kierunek, weryfikujemy i szukamy perełek, do których następnie Was zabieramy.

  • sprawdzeni prowadzący - zatrudniamy tylko najbliższe nam osoby, które dobrze znamy i którym możemy powierzyć Waszą podróż.

  • nazwa Wild Man Travel zobowiązuje, toteż każda wyprawa ma w sobie odrobinę "dzikości"

  • bilety lotnicze na tygodniowe wyjazdy są zazwyczaj w pełni zwrotne do 30 dni przed wyjazdem, a także z gwarancją stałej ceny. Nieważne kiedy się zapiszesz, za lot zawsze płacisz tyle samo!


 

Kanada220821-94 (1)_edited_edited.jpg

FAQ najczęsciej zadawane pytania

kontakt

info@wildmantravel.pl

Tel. +48 721 189 317 (Tylko wiadomości WhatsApp)

Bardzo często jesteśmy za granicą, dlatego nie odbieramy telefonów.

Dziękujemy za przesłanie!

  • Instagram
  • Whatsapp
  • Facebook
  • Youtube
bottom of page